Wiersz o zachodzie Słońca

Nie zapalajcie świateł,
kiedy zachodzi Słońce!
W półmroku was odnajdę,
bo sprawy są wiodące.

Blasku żarówek nie trzeba,
gdy iskra żywa w sercu!
Życie toczyć się może
dyskretnie  tak,  po ciemku…

Pogaście  wszystkie świece,
gdy jestem z wami  tutaj!
Dziś z rytmu serc wywróżę,
co w duszach gra, posłucham.

Znamy się przecież  długo,
nie trzeba  patrzeć  w oczy
o wielkich mówiąc sprawach.
Słowo niech  nas  jednoczy!

Zbyt jasno ciągle, zbyt widno!
Światła są niebezpieczne!
Gdy cera nie tak  gładka
półmroki są konieczne.

Ciemnością was otulę,
gdy wierszem  będę mówić.
Po ciemku więcej można
i łatwiej się polubić.

Zasłońcie   także okna!
Nie żądam  nazbyt  dużo!
Za oknem  Księżyc, gwiazdy,
gotowe mnie  odurzyć,

sprawić, że się zapomnę
zacznę wam  tańczyć, śpiewać…
Ludzie mi nie wybaczą,
w niebie będą  się  gniewać…

Patrzycie tacy zdumieni,
pytacie, co  mnie naszło?
Nie, nie, nic…
Po prostu szkoda światła,
gdy Słońce  dawno  zaszło.

Akant : Maria Mickiewicz-Gawędzka