Twarz nocą

Niebo w jasnym granacie,
Otoczony różową poświatą
Księżyc twarzą mi błyska perłową
Kilka gwiazd dobrze znanych
Betelgeza czerwona
Zdradza ramię wzniesione Oriona
Po przekątnej podpiera go Rigel
Tuż poniżej, po lewej, po skosie
Syriusz promień śle brylantowy
Lśnią jak dżety odległe olbrzymy
Lubię patrzeć na gwiazdy codziennie
Wiem od dawna, że potężny Orion
Wróży koniec niechybny jesieni

Wciągam ostre powietrze
Szron na szybach aut siada
A więc jednak to prawda…
Powiadam…
Nagle u skrzyżowania
Dziwna twarz się wyłania
Jasnym światłem Księżyca
Wydobyta z różowego granitu
Jawne dzieło natury
Naznaczone człowieczym grymasem
Patrzą oczy bez źrenic
Gdzieś w otchłanie eteru
Wypatrując kosmicznych tajemnic
Usta w smutnym wyrazie
Jak ocean beznadziej
Toną w swojej niemocy bezwładnej
Myślę sobie: To facet!
Mówię tak: Proszę pana
Patrzeć okiem złym na mnie
Nieładnie…

Jednak kiedy się zbliżam
Wszystko nagle się zmienia
Twarz umyka do cienia
Patrzę teraz już tylko na kamień…
Jak to dziwnie się zdarza
Ludzka twarz się powtarza w kamieniach
I jak ludzka, w tych głazach, się zmienia…
Nie mam żalu do głazu, wręcz powiem
Lepiej, gdy głaz jest bez twarzy, niż człowiek…

Akant : Halina Drohomirecka