Tatuś czyli Starodawne dzieje

Czy to słotną jesienią, czy burzliwym latem
albo zimą, gdy mroźno i śnieżne zawieje,
gdy z domu wyjść się nie chce, prosiliśmy z bratem:
– Tatusiu, opowiadaj starodawne dzieje.

I Tatuś opowiadał. A mówił ciekawie.
Czasami coś rysował, czasami zaśpiewał.
Nie o Wandzie czy Lechu – o łyżwach na stawie,
albo jak wujek Mietek nie umiał zejść z drzewa.

Jak gruba ciocia Irka przez okno do młyna
weszła i worek mąki przerobiła w ciasto.
Jak stryj Cyryl rękami transmisję zatrzymał
ratując ludzkie życie. Jak wuj Roman zasnął

w trocinach ze zmęczenia przy pracy w fabryce.
(Bo musieli pracować gdy ojca nie stało)
A ponoć dobrym ojcem był dziadek Franciszek.
O nim także nam Tatuś powiedział niemało.

O szkole opowiadał i o profesorach,
o wojnie bolszewickiej, o studiach w Warszawie,
o słusznych i niesłusznych życiowych wyborach.
Zawsze mądrze, rozważnie i zawsze ciekawie.

Już dawno odszedł Tatuś i ja się starzeję
i wielu ważnych zdarzeń pamięć już nie mieści.
Ale ciągle pamiętam starodawne dzieje,
te barwne Tatusiowe z życia opowieści.

Akant : Anna Saciuk Nowak