Skarpa – wspomnienie z Norwegii

Skarpo przydrożna
Jakże przecudnej ty jesteś urody
Majestatycznie rozkładasz ramiona
Wycięte w skalistym pagórku

Nie straszne ci przejeżdżające samochody
Tyś dziełem natury, choć dotkniętym dłonią człowieka

Spod zieloności traw na słońce
Wystawiasz swe wewnętrzne struktury –
Fantazyjnie przy drodze rzuconą –
Pasiastą, szydełkową robótkę natury
Uporządkowaną koralami kamieni
W bezruchu, pośród warstw  piaskowca
Wstęgami rzuconymi wzdłuż drogi
Żywej historii zapisanej w kamieniu…

U podnóża żwiry,
Jak psy wierne
Utrzymują nadaną
Ci formę

Ona dla roślin
Zda się być przyjemną
Bo nad grzywą bujnych traw
Rząd iglaków stoi
Zgrabnych, różnego wzrostu,
Zielenią soczystych

Młodziutkie, idą wzdłuż ciebie,
Jak dzieci do szkoły

A u podnóża i pośród świerczyny
Żółte iskierki drobniutkich jaskrów
I łezki, przetacznika, błękitne
Spoglądają wysoko ku górze
Ciekawe świata, który ledwie znają
Wśród traw bujnej zieleni
Poziomka się słodka rumieni
Dziurawiec przy drodze tańczy
Rozbujany gwałtownym podmuchem
Widok twój godny pędzla, obiektywu
Człowieka oko i serce tak cieszy,
Że chciałoby się nie odrywać wzroku
Lecz cóż, życie każe nam dalej jechać
U stóp twych sznur samochodów
Spieszących do swego celu
Kierowca wzrokiem i duchem
Na horyzoncie skupiony…

Gdyby nie pasażer, obok na siedzeniu
Skąd mógłby wiedzieć o twoim istnieniu…

Akant : Halina Drohomirecka