Satyra na satyryka

Bystre oczko, nos dość długi
Długi, by go łatwo wściubić
Postać oschła, dość wyniosła
To kandydat nie na posła
Chociaż oko wszędzie wtyka
Nie zrobisz zeń polityka
Z życiem się za bary ściska
I „esencję” zeń wyciska
Często kracze albo wieszczy
Lub cytuje, coś tam, z wieszczy
Miast weny, co innych szarpie
Jego nocą szarpią harpie
Nikogo więc nie oszczędzi
Słowem razi, dalej pędzi
Śledzi trendy oraz mody
Piękno, szpetotę urody
Boże broń, nie krytykuje
Tylko wady pokazuje
I obnaża prawdę całą,
Jej nagości wciąż mu mało
Bierze on ją erotycznie
W nagości jej, twierdzi, ślicznie
Obserwuje wciąż bliźniego
Wytknąć by coś niedobrego
Opisuje i odkrywa
Po imieniu rzecz nazywa
I nadęte, im jest pustsze,
Pokazuje w krzywym lustrze
A im krócej se pozwoli
Więcej w oko sypnie soli
Dzióbnie, skubnie, ostrym piórem
W poważaniu ma cenzurę
Szanujmy tę postać całą,
Co z „wielkiego” robi małość
Z piasku życia w jego sicie
Grudkę złota zobaczycie
On nie głupi, on nie zerem
On się jawi wizjonerem
Stąd, gdzie innych wzrok nie sięga,
Jemu płynie uwag wstęga,
Którą wszystko poodwraca,
Twierdząc, że to jego praca,
Że służbowo nos swój wtyka,
Choć pod kołdrę nieszczęśnika
(Sprawę tu postawmy jasno:
Że zagląda nie pod własną)
A gdy ktoś się z czymś przypieprza,
Twierdzi, że on świat ulepsza
I uzdrawia, wręcz, też powie:
„Mądry wie, że śmiech to zdrowie!”
Słysząc go, nikt się nie wzrusza
Bo nie serca on porusza,
Ale rozum i sumienie
Oraz brzuchy wprawia w drżenie
I nie straszna mu krytyka
Krytykowi też nawtyka
Taka rola… satyryka…

*

Nie jeden przez satyryka pokutuje
Bo ten – a to buty jednemu uszył
A to kopytka drugiemu podkuje…

Akant : Halina Drohomirecka