Opowiadanie napisane z racji nocnych dywagacji o przystosowywaniu się natury do cywilizacji…

Nocą…
Gdy na spacerze spotykam jeża
Lubię spytać dokąd zmierza
On z zadyszką odpowiada:
Nie mam czasu z tobą gadać
Do rozmowy nie mam głowy
Spieszę się na nocne łowy
Nocą cicho i bezpiecznie
W księżyca blasku bajecznie
Nie narażałbym głowy w dzień
Wtedy śpię, choć często mnie budzi
Tupot stóp dziesiątek ludzi
Każdy z nich, zwierzę jak ja,
Za dziwadło wielkie ma
I podejdzie chętnie z kijem
Więc ze strachu ledwo żyję
Chociaż może nie zabije
Ale zrobi głupią minę
Patrząc czy się w kłębek zwinę
Po co mi te doświadczenia
Dzieci mam do nakarmienia
A i żona ma szczęśliwa
Gdy w jadło dobre opływa
Więc cześć, czołem! Prędko spływam
Cześć! Rozumiem, nocny zwierzu
Dobrze mieć coś na talerzu
Patrzę, gdzie też jeż ów bieży
Nic, że pies mój zęby szczerzy
Gdzież te łowy? Choć nie wnikam
Pędzi jeż wprost… do śmietnika!
Przeto jeśli serce macie
Ludzie!
Miarkujcie się co wyrzucacie!

Akant : Halina Drohomirecka