Na zwolnieniu lekarskim

Nie tak dawno, wyższa siła
Do łóżka mnie położyła
I przykuła do poduchy na pół miecha.
Raz mi zimno, raz gorąco
Cierpieć muszę na leżąco,
A go mi się, mówiąc szczerze – nie uśmiecha!

Kaszel straszny dziś mnie męczy,
W płucach wszystko gra aż jęczy,
A i katar też się wdał nie byle jaki.
Na dodatek – nuda w domu,
Leków podać nie ma komu
I gorączka też mi daje się we znaki.

Przyszła wreszcie połowica,
Mówię doń, że to gruźlica
I ,że wnet rozsiewał będę  prątki Kocha,
Na gruźlicę  – w d….ę szprycę,
A jak nie – to z domu mi wynocha!

Zażyj leki, pij syropy
I pigułę weź na poty.
Dość byczenia stary grzmocie,
Jutro widzę Cię w robocie,
To nie będą się imały Cię głupoty!
I WEŹ TU CHŁOPIE ZACHORUJ!…

Akant : Andrzej Korcz