B-londyńskie* rozważania o pochodzeniu Ziemian

(*jak wskazuje myślnik: blondynka z odrostami)

Wenus, jak wiadomo, jest planetą znajdującą się bliżej Słońca, niż Ziemia i choć wielkością prawie jej dorównuje, to jednak obraca się bardzo wolno wokół swojej osi.
Ba, na dokładkę obrót ten odbywa się w kierunku przeciwnym do ruchu po orbicie i do takiegoż ruchu wszystkich pozostałych planet naszego układu słonecznego, a więc tam Słońce wschodzi na zachodzie a zachodzi na wschodzie… a doba trwa nieco mniej, niż 117 dni ziemskich. Dodam, że istoty pochodzące z tej planety łatwo rozpoznać właśnie po odmienności zdania, sposobu działania i przekonań w stosunku do innych osobników zamieszkujących Ziemię. Być może jest to przyczyna, iż często zdarza im się tracić orientację w przestrzeni i wydłużać drogę do domu klucząc tu i tam, zapewne szukając znaków rozpoznawczych..
Rok trwa na Wenus 225 dni ziemskich, więc przybywając na naszą planetę, Wenusjanki wyraźnie na tym skorzystały, bo tu, na Ziemi lata im lecą znacznie wolniej…a zresztą swej pierwotnej planecie zawdzięczają wiele przymiotów, dzięki którym, tak jak i ona nazywane są często i z miłością Gwiazdą Zaranną czy Jutrzenką..
Pomyśleć tylko, że kobiety –zamieniwszy dobę na kilkakrotnie krótszą, wpadły na Ziemię jak śliwka w kompot – dwoją się i troją, aby w zawrotnym tempie w tragicznie krótkim czasie wypełnić wszystkie swoje obowiązki…i mimo wszystko im się to udaje… no i musiały przyzwyczaić się do wschodu Słońca na wschodzie i zachodu na zachodzie…ale to jeszcze nic – trafiając na naszą planetę wpadły w trzykrotnie silniejsze pole magnetyczne i atmosferę pełną tlenu i wody…przypomnę, że na Wenus w ponad 96% atmosferę tworzy dwutlenek węgla… cóż sprytne kobitki dostosowały się do tlenu czym prędzej rozwijając płuca, jak duże, niebieskie oczy, przez co są obiektem zachwytu wielu Marsjan.
Niestety z wodą większość z nich walczy przez całe życie, bo ta lubi się przyczaić w ich tkance tłuszczowej i czekać na lepsze czasy…
Nowość, jaką tu odkryły – tlen, zaczęły sprytnie wykorzystywać do tlenienia włosów na blond, ale znając jego nieraz zgubne skutki działania w organizmie, dbają o spożywanie odpowiednich ilości antyoksydantów…ale to wszystko nic, w porównaniu z tym, jaki ciężar spadł im nie tylko z serca, ale i z całego organizmu… bowiem ciśnienie atmosferyczne na Wenus jest takie, jak na Ziemi pod 900-metrową warstwą wody w oceanie… a tu luz blues…doprawdy mogły się przy tej zmianie poczuć dosłownie, jak motyle…
Woda na Wenus czym prędzej by wyparowała nie pozostawiając po sobie śladu… bowiem jest ona najgorętszą planetą w układzie… średnia temperatura na powierzchni osiąga około 480 stopni Celsjusza… stąd i kobitki gorące są i takież mają serca…krajobraz wenusjańskiej powierzchni to łagodnie pofalowane równiny i to jakby udzieliło się pochodzącym z niej krasawicom…tu i tam łagodnie zaokrąglonym…i uwypuklonym gdzie trzeba.
Wenus lubi się otaczać pomarańczowo-żółtymi, zwiewnymi chmurami … i jej mieszkanki też lubią takie ciuszki…a nawet lubią w nich dumnie paradować, tak jak i ona, gdy, widziana jako niewielka czarna kropka, robi sobie swawolny przemarsz przez tarczę słoneczną… przyciągając wzrok milionów Ziemian…

Płeć przeciwna Wenusjankom – Marsjanie, zamieszkiwali przedtem zupełnie inną planetę…
Rdzawo-czerwony kurdupel, o połowę mniejszy od Wenus i Ziemi, którego mieszkańcy dopadli Ziemię, atakując z przeciwnego – dalszego, ciemniejszego i chłodniejszego zakątka układu słonecznego, nazwany imieniem rzymskiego boga wojny Marsa… to ojczyzna wojowniczych, skłonnych do dominacji osobników, płci przeciwnej do wenusjańskiej…
Już sam kolor tej planety świadczy o tym, że nie brakuje na niej żelaza – surowca do produkcji pancerzy i mieczy…a potem i czołgów i pancerników… a i masa tej planety jest osiem razy większa, niż masa Wenus…niezły odważnik…czysty koncentrat męskiej, wojowniczej siły!
Na Marsie panują nieustanne burze pyłowe…i wyraźnie pochodzącym stamtąd Ziemianom ich wyraźnie brakuje, bo często i przy każdej okazji szukają zadymy…
O ile Wenus, jak i jej córki, zawsze były samodzielne, o tyle Mars posiada dwóch – giermków Fobosa i Deimosa, którzy krążą wokół, nie oddalając się od swego pana..
Nic dziwnego, że jego potomkowie często cienkim głosem napomykają, że są słabą płcią i potrzebują prawie we wszystkim wyręki…
Jednak zasiedliwszy Ziemię, Marsjanie chętnie oddali Księżyc na usługi Wenusjankom, bo ocenili, że taki sino-blady, anemiczny osobnik nie sprostałby stawianym przed nim zadaniom, tym bardziej, że niby taki słabowity, a jednak potrafi wywoływać u nich ponure, depresyjne nastroje, pociąg do nadmiernych ilości napojów w szklanych naczyniach i wisielczy, dosłownie, humor…
Za to kobitki chętnie go przyjęły, bo wytwarzał w ich odczuciu, atmosferę romantyczną i otoczoną srebrną mgiełką tajemnicy… Księżyc za to odwdzięcza się im, obdarzając je intuicją… kobiecą zresztą, intuicją…a i w jego delikatnym blasku każda z nich wygląda i młodziej i szczuplej, co jest niewątpliwą zaletą satelity, który w świetle dzisiejszej wiedzy ma w sobie jednak coś z transwestyty, bo i potrafi błyszczeć jak brylant – ulubieniec kobiet, nosi woal mgiełki a i wdzięczne kobiece imiona Luna, Selene…choć po prawdzie to przecież Księżyc.
Długość marsjańskiej doby jest zbliżona do ziemskiej – nikt pochodzący z Marsa, po przeniesieniu się na Ziemię, nie miał więc problemów do zmieszczenia swoich nielicznych obowiązków w niemalże takim samym odcinku czasu… natomiast rok trwa tam prawie dwa razy dłużej, więc osobnicy ci przyzwyczaili się, że lata im lecą dwa razy wolniej… i nadal im się wydaje, nawet na planecie Ziemia.
Ten fakt jasno widać w małżeństwach równolatków, zawartych w wieku dwudziestu lat, w okolicy ich 40 rocznicy ślubu , kiedy to dziadkowi wydaje się, że on jest młodzieniaszkiem, a jego żona babcią… Nie będę tu przytaczać innych, licznych na ten fakt dowodów…
Marsjanie chętnie wyprawili się na Ziemię również dlatego, że do Marsa dociera w tym samym odcinku czasowym zaledwie 40% światła słonecznego, które otrzymuje Ziemia….a temperatura powierzchni ulega bardzo dużym wahaniom, spadając nawet do minus 135 stopni Celsjusza, a któż nie lubi ciepełka i któż zaryzykowałby pozostanie na wieki lodowym bałwanem?
W atmosferze Marsa również zdecydowanie przeważa dwutlenek węgla, więc Marsjanie na Ziemi stworzyli sieć klubów fitness, aby rozwinąwszy swą klatę dostosować ją do oddychania naszym powietrzem…choć duża ich część wręcz uwielbia przebywać, (choć chciałoby się powiedzieć gnuśnieć) w dusznej, ciężkiej atmosferze.
Grawitacja na Marsie jest trzykrotnie mniejsza, niż na Ziemi, więc istoty stamtąd przybyłe nareszcie mogły stanąć twardo na Ziemi pewną stopą…
No i to stabilne, dwubiegunowe, pole magnetyczne naszej planety…
Wskutek braku pola magnetycznego o globalnym zasięgu na Marsie, nie mogłoby być mowy o rozwinięciu tylu nauk politechnicznych.. no i pewnie żadne zdalnie sterowane urządzenia nie miałby racji istnienia…(oprócz tych cielesnych, dwunożnych, zdominowanych..)
Jednym słowem zarówno Wenusjanki, jak i Marsjanie mają cechy ukształtowane na planetach macierzystych a kto ma wiedzę o nich, ten łatwo rozpozna „drzewo po owocach” i łatwiej zrozumie, że owe istoty tak bardzo się różnią od siebie wzajemnie, jako i te planety z których pochodzą….
Podejrzewam, że obie strony spotykając się po raz pierwszy były równie wzajemnie zaskoczone i do dziś nie poznały się jeszcze do końca…
Doświadczenie uczy, że odmienność jest atrakcyjna i przyciąga bardzo silnie, choć nie zawsze na stałe. Poniekąd znacznie trwalsze i lepiej się rozumiejące wzajemnie są związki osobników do siebie podobnych… może dlatego obserwujemy od pewnego czasu takie zamieszanie w tych sprawach marsjańsko-wenusjańskich.
Podejrzewam, jakem b-londynka, że może niepostrzeżenie nastąpiła inwazja istot z jakiej planety trzeciej…

Akant : Halina Drohomirecka