Halina Drohomirecka

Był raz sobie kurczak taki
Co miał w nosie inne ptaki
„Brudzą i pazurem drapią
No i w nocy tęgo chrapią
Dość mam towarzystwa tego!”
Chcąc odróżnić się od niego
Zaczął pióra swe wyrywać
Dookoła rozsypywać
Nagą pierś obnażył całą
Ale wciąż mu było mało
Skubał nogi i podbrzusze
„Cały się wyskubać muszę!
Jak zawezmę się i uprę
To poradzę sobie z kuprem”
Stanął przed obliczem mamy
Zagdakała: „O, skubany!
Cóż to są za ekshibicje?!
Kogut zawezwie policję!”
Lecz on się nie przejął wcale
Tylko wyskubywał dalej
Puch nawet wydepilował
Na golasa się wychował
Dorósł, przyszedł bój o władzę
Na goliznę nie poradzę
Że nie uszła kur uwagi
Zagdakały : „Kogut nagi!”
My nie chcemy tu golasa
Aby po kurniku hasał!”
Na innych spojrzał zazdrośnie
Co wyrwane, nie odrośnie
„Pragniesz władzy i pieniędzy?
Golas to jest symbol nędzy!”
Poradziła mądra kurka
Aby obrósł w cudze piórka…
Niepokój mój wielki budzi
Że podobnie jest wśród ludzi
Do władzy nadzy się pchają
W nasze piórka obrastają!
A naród zostaje goły
Goły a i nie wesoły…
Bowiem sowy wybrał, tępy
A we władzach same sępy
Potem słychać wrzaski wielkie
„Ktoś nas nabił był w butelkę!”
Stój narodzie! Ja mam radę
Golas nie wejdzie w paradę
Choćby miał się rozindyczyć
Przedtem z pierza go rozliczyć.

Akant : Halina Drohomirecka

Mój pierwszy występ

Słowo wyszło z szuflady
Na deski estrady…

O fraszkach

Fraszek pisanie to fraszka!
To miła, słowna igraszka
Chociaż czasami to igranie
Brzmi jak naigrywanie…

Najlepszy przepis na życie

Głowa w chmurach
A Ziemia w pazurach…

Z życia wzięte

„Ciacho” mówią o facecie
Ale same są na diecie

Lew udomowiony
Musi się słuchać żony…

Gdy się ma Adama za męża
Trzeba pamiętać, że jest zazdrosny od czasu węża…

Szczęk okularów, posłuchaj człowieku
Przelotny pocałunek ludzi w trzecim wieku…

Jak to się dzieje, że lat dziesiąt: hops!
Za młodu ratlerek, a na starość mops?

Nie zameczy stary kozioł cienkim głosem koziołeczka
Chyba, że w życiowej matni byłby to już bek ostatni…

Progenitura

Gdy nie w porę, to tortura
(W pewnym wieku ludzie liczą
Na ciszę w domu dziewiczą)

O chudzinie

Rączki i nóżki
Jak słone paluszki

O zdrajcy

Całą swą goliznę
Wypiął na ojczyznę…

Dieta

Koniec z hurtem, czas na detal!

Kiedy dieta nie ta
To suchotnik lub atleta…

O niesympatycznej empatycznej

Tak bardzo ludzi kocha
Że dla wszystkich jest macocha…

O gadule

Zagadał…
I zagadał!

*

Tak asertywna
Że aż agresywna!

Pierwszy zdany egzamin przedszkolaka

Sam dałem
Radę
Sandałom…

Ludzie postrzegają świat różnie

Niektórzy widzą kolce, a róż nie…

Koło życia inaczej

Od pampersa, do pampersa (całe życie pieszczoty)

Epitafium

Tu leży ten, który zginął za wiarę
Bo gdy się wydało, że niesłusznie wierzył
W kalendarz uderzył…
Dasz wiarę?

Akant : Halina Drohomirecka

Dorwałam złotą żyłę słowa. Pokłady niewyczerpywalne.
Sposoby pozyskania kruszcu nieograniczone i chciałabym aby zaraza poszła dalej.
Wena przyniosła mi nowy rodzaj wiersza, który nazwałam swojsko – śniej a mój osobisty – haśniej, podobnie do wymyślonych przez naszą noblistkę fraszek zwanych lepiejami a w podziękowaniu za sugestię, napisałam również o niej.
Niech każdy tworzy swoje, bo kto czyta (pisze) (Ha)śnieje*, ten się często śmieje!
Były fraszki i lepieje, były altruitki
Limeryki również były, przyszła teraz pora na śnieje, senniki albo dormitki…
czyli moje wierszydła
(wierszem wychodzą z wora szydła)
Czyli nawet jak się ktoś obraża
Skrytą prawdę się obnaża
Baza to sen, śnienie, spanie
cięcie komara i drzemanie.
A reszta przyjdzie sama jeśli popuścimy wodze…
(potem nie tylko wodze, dobrze mieć pampersa)
… fantazji oraz uruchamiamy empatię.
Inspiracja jest w powietrzu. (Love is in the air… inspiration as well)
Ja myślę, że to ogólnodostępne, bezpłatne lekarstwo na wszelkie schorzenia. Jako matka-wynalazczyni udostępniam wszystkim śnieje ku powszechnej radości.
Sobie rezerwuję Ha!
Podobnie, jak w limeryku obowiązuje zasada, że im bardziej nieprawdopodobne klimat i okoliczności, tym lepiej.
Kwasy niemile widziane. Gra słów pożądana.
Mile widziana wiedza z różnych dziedzin życia… i śmierci, czemu nie?
Bo kto wie, co się takiej śni:

Nie minęło doby ćwierć
Gdy się z snu wyrwała Śmierć
Bo w nim zbuntowana kosa
Spojrzała na nią z ukosa
Dotąd dobrze ułożona
Zżyta z nią jak mąż i żona
Potem tego, co się działo
Pióro by nie opisało
Niestety,
Śmierć dała ciała…
A na Ziemi kraina
Wiecznej szczęśliwości
Powstała…
Ech, sen mara…

Haśnieje, to są takie jaja-czarodzieje…
To chwila uwagi dla niepowagi..
Kto czyta haśnieje, ten się często śmieje…
Kto pisze haśnieje dwa razy się śmieje!
Chcesz weselej i jaśniej? Wymyśl sobie haśniej!
*
O moim śniejowaniu z zagadką w środku…
Sama nie śpiąc o śnie piszę -o nim są Ha-śnieje
Wena puste w pełne zmienia, to, bez snu siwieje…
*
O tym, że można i jak, zaprogramować sen na sukces

Jak swą wyobraźnię oraz wenę płodną
Zamienić by w formę pieniądza wygodną
Wierszokletka śniła noce, potem nawet dni
Dała w prasie anons: „Ciiii!” I do dzisiaj śpi…

*
Wszyscy śnimy, nawet noblistka…

Śniła raz pewna znana powszechnie noblistka
Iż ona sama tak, jako ta liszka
Przysiadła na skrawku listka…
A potem skryła się w kokonie
Jak do modlitwy złożywszy dłonie
I choć przez to strasznie zbrzydła
Czeka, aż rozwinie skrzydła…
*
Śni prezydent, że jest królem, niech on lepiej śpi
Bo na jawie kiedy wstanie, dalej mu się śni…
*
Grzybiarzowi śni się grzybobranie
Wędkarzowi przeciwnie, wcale nie ryb branie
Ale ryb pełne saki
Do tego małże i raki
I całe góry krewetek
Do tego też parę setek
A potem w dzień, z kijem w dłoni oczekuje
Że mu się to wszystko natychmiast zmaterializuje….
*
Dłużnik sen miał piękny, radosny i długi…
Że bank obciął mu procenty i darował długi…
Sen perfidny jak ten kornik
Rano w drzwiach stanął komornik!
*
Panna o swym lubym śni,
Do wesela liczy dni
Luby śni o żonie… cudzej
Więc jej sen, to seria złudzeń…
*
Co noc się dentyście taki koszmar śnił,
Że chciał wyrwać ząb trzonowy, ale nie miał sił…

*
Co dzień pod podłogą liczy dudki sknera
Bo śni mu się co noc, że je ktoś podbiera…
O czym kto śni…i, że ktoś nie śpi aby śnić mógł ktoś…
Rodzina o spadku
O kopercie lekarz
Pielęgniarz o skórze
O nieboszczce grabarz
Ona czuwa w nocy
Gdy śni tylu naraz…
*
Potem zlany wstał listonosz, bo miał sen koszmarny,
Że miał donieść polecony pod cokół cmentarny…
*
Oseskowi co noc śni się cyc i cyc
A w cycu tym mleko i więcej już nic…
*
Młodemu na okrągło cycuszki śnią się i pośladki
Źle wpływa to na cerę, stąd na buzi nie gładki…
*
Mąż śni o sąsiadce, o sąsiedzie żona
I tak się układa: my o was, wy o nas…
*
Śnił: kochał ją nad życie, kochała i ona
Mógł kochać ją i wieczność, bo to cudza żona…
*
Kucharz zbudził się szczęśliwy
Śnił był bowiem sen nad dziwy
W wazie z Ćmielowa na stole
Jak oko pływał w rosole
Adorował dwie marchewki
Lecz z natury jest on krewki
Więc chociaż marchewka hoża
Nie obeszło się bez noża…
*
Miał łakomczuch sen złotawy, pełen lśniących pączków
W dzień, niestety, chuda dieta i talerzyk strączków…
*
W parowozie chrapał palacz, wcale się nie dziwię
Że się pociąg wykoleił i wjechał w endywie…
*
Pod górkę z uwagą gnał autobus hoży
Lecz niestety z górki w rowie się wyłożył
Bo pomimo wrzasków, krzyków, przerażonych ludzi
Zmrużył oko pan kierowca, już się nie obudził…
*
We śnie wstrętny bazyliszek
Chwycił w pazur swój kieliszek
Nagle w szkle błysnęła twarz…
Choć grabarzu, pracę masz!

Akant : Halina Drohomirecka

Gdy w lustro patrzeć nie chce się
Bo nie poznaje się człowieka
Weźże za siebie wreszcie się
Bo czas ucieka…

Gdy nie zamyka żuchwa się
Choć samodzielnie się otwiera
Po co rozdziawem dręczyć świat
Zróbże remanent, czas się zabierać…

Porządek w swoich śmieciach zrób
Niech bilans zamknie się bez straty
Bo dla potomnych ten twój świat
Zostanie tylko jako graty…

Gdy brak już sił na dziarski krok
Oraz niepamięć śmie doskwierać
Zróbże remanent drogi mój
Czas się zabierać…

I nie bój śmierci się, o nie
Kurczowo życia się nie trzymaj
Śmierć ze strachliwych ubaw ma
Godnie się trzymaj!

To, co istotne w duszy weź
W słynne zaświaty, gdzieś tam hen
Dobrej zasady trzymaj się:
Sprawdzonej, że im mniej, tym lżej!

A potem zerknij na ten świat
Błękitem i granatem nieba
Dotknij wspomnienia pieszczotą fal
Jako ocean je przelewaj

Pofigluj wiatrem w parku gdzieś
Jakiejś jesieni pełnej barw
I niespełnione swe marzenia
By zaistniały sobie spraw…

Akant : Halina Drohomirecka

Nocą…
Gdy na spacerze spotykam jeża
Lubię spytać dokąd zmierza
On z zadyszką odpowiada:
Nie mam czasu z tobą gadać
Do rozmowy nie mam głowy
Spieszę się na nocne łowy
Nocą cicho i bezpiecznie
W księżyca blasku bajecznie
Nie narażałbym głowy w dzień
Wtedy śpię, choć często mnie budzi
Tupot stóp dziesiątek ludzi
Każdy z nich, zwierzę jak ja,
Za dziwadło wielkie ma
I podejdzie chętnie z kijem
Więc ze strachu ledwo żyję
Chociaż może nie zabije
Ale zrobi głupią minę
Patrząc czy się w kłębek zwinę
Po co mi te doświadczenia
Dzieci mam do nakarmienia
A i żona ma szczęśliwa
Gdy w jadło dobre opływa
Więc cześć, czołem! Prędko spływam
Cześć! Rozumiem, nocny zwierzu
Dobrze mieć coś na talerzu
Patrzę, gdzie też jeż ów bieży
Nic, że pies mój zęby szczerzy
Gdzież te łowy? Choć nie wnikam
Pędzi jeż wprost… do śmietnika!
Przeto jeśli serce macie
Ludzie!
Miarkujcie się co wyrzucacie!

Akant : Halina Drohomirecka

Spisano już tyle opasłych tomiszczy
Nowelek, broszurek, powiastek
Do rymu, do rytmu lub całkiem w nieładzie
Notatek na skrawku, na świstku
Na strzępku, serwetce, pudełku zapałek
I nawet na liściach palmowych
W notesie, dzienniczku, na mankiecie nawet
Wyryto w kamieniu i w drzewie
Na plakatach, afiszach, na tablicach ogłoszeń
Nie wspomnę glinianych tabliczek
I palcem po skórze i palcem na wodzie
Gdzie dało się, na marginesie
I z głową wysoko, chmurami na niebie
I ciągle za mało i nigdy nie dość
A pisać wciąż chce się…
Daj Boże, by czytał to ktoś…

Akant : Halina Drohomirecka

Do góry